White Dwarf – listopad 2016 (i nie tylko)

Ubiegłe miesiące

img_3662Dwa miesiące temu rozpisywałem się na temat powrotu magazynu White Dwarf w formie miesięcznika, a tym samym do formy obszernego magazynu, w którym prócz przeglądu nowości i materiałów reklamowych, fani gier Games Workshop dostają także garść praktycznych porad, dodatkowe reguły i niewielkie rozszerzenia. Pierwszy, wrześniowy numer w nowej odsłonie był szczególny: zawarto w nim dodatkowe reguły i misje do wszystkich gier planszowych GW wydanych w ciągu ostatnich lat, a ponadto do pisma dołączono w gratisie efektowny (i kosztowny) model Slaugterpriesta (do wykorzystania nie tylko w Age of Sigmar, lecz także w Warhammer Quest: Silver Tower oraz Gorechosen (recenzja na CommandPoint.pl niebawem)). Nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem fakt, że numer ten wyprzedał się błyskawicznie. Na temat wrześniowego White Dwarfa pisałem w TYM miejscu.

Kolejnemu, październikowemu numerowi WD nie poświęciłem na łamach CP notki, a to dlatego, że próżno było tam szukać jakichś bardziej użytecznych materiałów dla fanów gier planszowych (jeśli nie liczyć tematu przewodniego numeru, tj nowych modeli Kultu Genokradów, które ewentualnie można próbować użyć w Space Hulku bądź rozszerzyć kolekcję z Deathwatch: Overkill). Inaczej sprawy się mają w najnowszym, listopadowym numerze magazynu, a to przede wszystkim za sprawą nowej gry planszowej GW, która ukazała się w tym miesiącu.

Horus Heresy: Burning of Prospero

img_3663O kontynuacji Horus Heresy: Betrayal at Calth mówiło się od dawna. Snuto przypuszczenia o kolejnej grze na tej samej mechanice, ze zmienioną jedynie scenerią i stronami konfliktu, później okazało się, że mechanika nowej planszówki w 31. millenium jest jednak inna. Horus Heresy: Burning of Prospero w dniu premiery znalazła się w mojej kolekcji i gra aktualnie znajduje się na commandpointowym warsztacie. To oznacza, że na recenzję trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Co mogę powiedzieć na dzień dzisiejszy? Przede wszystkim: Burning of Prospero opowiada ciekawszą i barwniejszą historię niźli jej poprzedniczka (moim skromnym zdaniem). Po jednej stronie konfliktu Tysiąc Synów (a to oznacza, że w grze musi swoją rolę odgrywać psionika, a nie wyłącznie bezceremonialna wymiana ognia jak w Calth), po drugiej zaś Kosmiczne Wilki z niebagatelnym wsparciem Legio Custodes i Sióstr Ciszy. Trzeba przyznać, że (nawet z czysto kolekcjonerskiego punktu widzenia) repertuar modeli w tym zestawie prezentuje się ciekawiej, niźli kolekcja z Betrayal at Calth (mimo iż tam w zestawie znalazł się duży model drednota).

img_3665Mechanika Burning of Prospero znacząco różni się od poprzedniczki, niemniej bez trudu znajdziemy podobieństwa. Sześć misji rozgrywanych na odmiennych planszach układanych z kilku dużych modułów, każda z misji specyfikuje oddziały biorące w niej udział, ale można zastosować dla nich bardzo różne warianty uzbrojenia, do tego plansza podzielona na duże pola o ograniczonej pojemności (liczba modeli, które zmieścimy na jednym polu uzależniona jest od ich wielkości). W BaC była siatka pól heksagonalnych, tutaj mamy pola prostokątne, ewentualnie bardziej nieregularne kształty. Nie ma tu jednak fajnie działającej tury z dwoma akcjami na oddział, nie ma kart dowodzenia ani specjalnych sześciościennych kostek. W to miejsce są talie kart pozwalające wprowadzać rozmaite efekty psioniczne (ewentualnie, w przypadku drugiej strony batalii: bronić się przed nimi), oraz różne, wielościenne kostki do rozstrzygania potyczek. Ten ostatni element przywiódł mi trochę na myśl mechanikę Dungeon Saga, bowiem tu także obie strony rzucają odpowiednią pulą kości i zestawiają wyniki parami posortowane od najwyższych w dół. Podobnie jak w Betrayal at Calth mamy proste, ale bardzo fajne zróżnicowanie poszczególnych elementów uzbrojenia jednostek, zaś mechanika Burning of Prospero (podobnie jak poprzedniczka) skutecznie angażuje obu graczy przez cały przebieg rozgrywki: cały czas trzeba reagować, nie ma wyczekiwania aż rywal zrobi swoje i przyjdzie nasza tura. Szerzej o wrażeniach z rozgrywki i ocenie produktu będzie rzecz jasna w recenzji, gdy już ogram wszystkie misje. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć jedynie, że gra robi bardzo dobre pierwsze wrażenie i tocząc pierwsze potyczki bawiłem się nie gorzej niż przy Betrayal at Calth.

Listopadowy White Dwarf, zawiera małe rozszerzenie Horus Heresy: Burning of Prospero. Dostajemy tutaj reguły, pozwalające wprowadzić do gry figurkę Contemptor Dreadnought (który to model posiadają np nabywcy Betrayal at Calth), walczący w barwach Kosmicznych Wilków, oraz dodatkową misję. Posiadacze obu gier skorzystają więc dwukrotnie: po pierwsze, przenosząc drednota z Calth do Prospero, po drugie zaś grając w Betrayal at Calth alternatywnymi siłami zaproponowanymi w White Dwarfie we wrześniu, modele z Prospero do proksowania nadadzą się znakomicie.

Powraca Blood Bowl

img_3664O nowej edycji Blood Bowla pisałem już prezentując historię tej gry, później zaś, na commandpointowym, facebookowym fanpejdżu wrzucałem rozmaite doniesienia na ten temat. Dzisiaj już wiemy, że gra trafi na sklepowe półki dużo wcześniej niż początkowo przypuszczano, jeszcze w tym roku, czyli dokładnie trzydzieści lat od premiery pierwszej edycji.

Mamy więc w tym miesiącu wielki powrót prawdziwego klasyka. Jednej z najbardziej udanych planszówek w historii wydawnictwa, a w opinii wielu po prostu najlepszej gry jaka kiedykolwiek ukazała się pod szyldem Games Workshop. Listopadowy White Dwarf nie zdradza jeszcze szczegółów, ale w chwili gdy piszę te słowa wiadomo już niemal wszystko. Przedsprzedaż ruszyła 12 listopada, zaś premiera będzie dwa tygodnie później. Tradycyjnie w podstawowym zestawie znajdą się drużyny ludzi i orków. Równolegle do premiery podstawowej gry do sprzedaży trafią dodatki: drużyna Skavenów, rozszerzający podstawowe reguły podręcznik Death Zone: Season One oraz dla gadżeciarzy: dedykowany Skavenom zestaw kości.

Gra oczywiście będzie fenomenalnie wydana, a przy tym – przynajmniej w moim odczuciu, jej cena jest naprawdę niezła (scd podstawki: 325zł). Blood Bowl nie ma racji bytu bez reguł ligowych i zestawów z dodatkowymi drużynami, dlatego cieszy fakt, że pierwsze rozszerzenia są w sprzedaży już na starcie. Jeżeli chodzi o suplement Death Zone: Season One, nie jest to przesadnie obszerna publikacja (48 stron w miękkiej oprawie), ale znajdziemy w nim całkiem sporo zasad dodatkowych i przede wszystkim reguły siedmiu kolejnych drużyn (Skaveny, Nurgle, Krasnoludy, Unia Elfów, Wysokie Elfy, Mroczne Elfy i Leśne Elfy). Można więc na tej podstawie wywnioskować, jakie figurki po Skavenach powinny trafić do sprzedaży w pierwszej kolejności (obok drużyn prawdopodobnie także pojedyncze modele gwiazd).

Premiera Blood Bowla (podobnie jak to miało miejsce ze Space Hulkiem) skazana jest na sukces. Powróci na rynek ceniona, świetnie działająca gra, o której młodsi gracze nierzadko mieli okazję wiele dobrego usłyszeć, ale brakowało możliwości poznania tego tytułu osobiście (nie licząc całkiem niezłych komputerowych adaptacji). Gra może o niezbyt niskim progu wejścia, ale bez wątpienia warta poznania. Z całą pewnością kolejny, grudniowy White Dwarf w znacznej mierze poświęcony będzie tej produkcji. Równie pewne jest to, że na CommandPoint.pl niedługo przyjdzie mi do tego tematu powrócić.

Zobacz także:

 

2 thoughts on “White Dwarf – listopad 2016 (i nie tylko)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *