Garść przemyśleń o Age of Sigmar (cz.2)

Rok temu

Rok temu, na łamach CommandPoint.pl popełniłem tekst, poświęcony grze Warhammer: Age of Sigmar, a konkretnie moim przemyśleniom na temat tej gry, zebranym mniej więcej pół roku po jej premierze. W sumie, to dużą część uwagi poświęciłem wielkiemu zamieszaniu, jakie tejże premierze towarzyszyło w konsekwencji całkowitego ubicia Starego Świata i wydawanej do tej pory przez Games Workshop gry bitewnej Warhammer Fantasy. Odważna decyzja wymiany dużej, rozwijanej od lat linii produktów na coś nowego i zupełnie niepodobnego do poprzedniczki – to wśród fanów musiało wywołać emocje, nie było innej opcji.

Ciężko jest moim zdaniem recenzować grę bitewną, szczególnie niedługo po jej premierze. Recenzować można produkt: starter, podręcznik, nawet zestaw figurek. Ale recenzowanie całej linii produktów, zwłaszcza w momencie gdy linia ta dopiero zaczyna powstawać jest zadaniem w moim odczuciu dość karkołomnym i staram się takich pomysłów nie uskuteczniać. Z bitewniakiem tuż po premierze jest tak, że ocenianie go to klasyczne wróżenie z fusów. Niejeden świetnie zapowiadający się system padł zanim dobrze zdążył rozwinąć skrzydła, zaś gra mająca nieszczególnie imponujące początki zawsze ma szansę rozwinąć się w coś fajnego.

Wielkie kompendium zasad opcjonalnych

Początek Age of Sigmar był trudny. Nowa formuła i konwencja dla wielu starych battlowców okazały się nie do przyjęcia. Brak jakichkolwiek reguł balansujących rozgrywkę praktycznie uniemożliwiał rozkręcenie sceny turniejowej. W poprzednim tekście na temat AoS próbowałem brak systemu punktowego bronić. Nie jest to rzecz w bitewniaku niezbędna, aczkolwiek jak się chce wartość punktową jednostek porzucić, to trzeba zaproponować coś w zamian np tworzące balans ramy scenariuszy. W Age of Sigmar brakowało graczom także innych elementów, jak chociażby rozbudowy systemu magii tudzież szerszego spektrum możliwości w temacie fabularnych kampanii.

Wydawca gry zareagował na te oczekiwania wydając podręcznik General’s Handbook. Formalnie cała zawartość tej publikacji to obszerna kolekcja reguł opcjonalnych, a więc GW nie wycofuje się z przyjętych pierwotnie systemowych założeń. W praktyce jednak podręcznik ten szybko stał się obowiązkową pozycją dla każdego, kto chce na poważnie zająć się tym systemem. Obok niezmiennych, czterostronicowych reguł i ogólnodostępnych warscrolli, zawartość General’s Handbook stanowi absolutną podstawę do pełnowymiarowej zabawy z systemem Age of Sigmar. Nie zamierzam tu drobiazgowo recenzować tej publikacji, śmiało mogę jednak powiedzieć, że przynajmniej w moim otoczeniu dopiero po ukazaniu się tego podręcznika w sklepach, na dobre zaczęło się granie w Age of Sigmar. Jest podstawa do rozgrywek kampanijnych i są kompletne reguły do batalii w oparciu o ustalone wartości punktowe jednostek, a co za tym idzie, możliwość rozwijania sceny turniejowej. Sam po nabyciu General’s Handbooka zacząłem grać w AoS częściej (po części przyczynił się do tego fakt, iż przestał istnieć w moim otoczeniu problem ze znalezieniem kompanów do tej gry).

W chwili gdy piszę te słowa fani niecierpliwie już oczekują zapowiedzianego jakiś czas temu drugiego General’s Handbook. Nie wiem, czy bardziej ma to być druga część, czy reedycja z poprawkami i nowymi regułami, czas pokaże. Na pewno przy Age of Sigmar jest nad czym popracować, dla mnie osobiście szczególnego remanentu i zbalansowania wymagają propozycje z kampanii Path to Glory. Co do Matched Battles i wartości punktowych, w mojej ocenie działa to bardzo fajnie. Nie jestem aktywnym członkiem sceny turniejowej, gram okazjonalnie bez uporczywych poszukiwań optymalnej rozpiski. Potestowałem przede wszystkim armię skavenów przeciw różnym przeciwnikom, okazjonalnie testowałem także posiadane jeszcze z WFB High Elves, oraz różne miksy Slaves to Darkness i Khorne Bloodhound. Po drugiej stronie stołu miałem różne armie, najmniej doświadczeń mam z sojuszem Destruction. Subiektywnie mogę stwierdzić, że to wszystko nieźle działa (mimo iż system ma kilka frustrujących mankamentów z ustalaniem inicjatywy na czele): najfajniejsze wrażenia mam z potyczek na 1000 do 1500 punktów. Mniejsze bitwy działają moim zdaniem gorzej, podobnie po kilku próbach batalii na 2000 punktów (i trochę więcej) utwierdziłem się w przekonaniu że widełki 1000-1500 są dla tej mechaniki optymalne. To oczywiście moje subiektywne odczucia i z pewnością nie wszyscy gracze będą podzielali tą opinię. W ubiegłym miesiącu ukazał się Age of Sigmar: Skirmish niewielki podręcznik poświęcony specjalnym regułom potyczek w dużo mniejszej skali. Na papierze prezentuje się to nawet nieźle, jak działa w praktyce napiszę przy innej okazji, bo jeszcze dobrze nie ograłem. Po pierwszych próbach z pewnością mogę stwierdzić, że jak ktoś nie polubił podstawowych reguł to pewnie i skirmisha nie pokocha.

Ludzie grają

Nie prowadzę badań ani wnikliwych statystyk, co najwyżej luźne obserwacje w social media i na konwentach tudzież im podobnych imprezach. Z obserwacji tych wynika mi, że w Polsce graczy Age of Sigmar przybywa. Zaraz po premierze nie było z kim pogadać o AoS, nie wspominając w ogóle o jakimś regularnym graniu w kilkuosobowej grupie. Teraz wygląda to dużo lepiej i na pewno General’s Handbook ma w tym swój udział. Nie za bardzo widzę migrację starych battlowców do społeczności AoS. Oczywiście tacy są, ale wydaje mi się że sporą część sceny AoS stanowią młodsi fani, czyli zupełnie odwrotnie niż w przypadku np Blood Bowla, niezmiennie popularnego w gronie weteranów z roczników 197x (albo i wcześniej). W tym kontekście z pewnością projekt wypalił, gra miała bowiem przyciągnąć do hobby rzesze nowych, młodszych fanów. A wielu spośród starych battlowców i tak nic nie kupowało, tylko marudzili bez przerwy. Co by nie mówić, próg wejścia w AoS w porównaniu do ósmej edycji WFB jest nieporównywalnie niższy – zarówno w kontekście finansowym jak i złożoności reguł.

Kuszoboltery i steampunkowe krasnale

Serwując swoje przemyślenia o Age of Sigmar rok temu, przede wszystkim narzekałem na nową, dziwaczną konwencję przyjętą w wykreowanym w miejsce Starego Świata uniwersum. Moje zdanie na ten temat nie zmieniło się jakoś diametralnie: nie przekonuje mnie do siebie ten świat i nie bardzo go rozumiem. Robiący tutaj za wizytówkę settingu Stormcast Eternals pozostają jak dla mnie nudni i kiczowaci, a kolejne ich jednostki z dziwacznymi kuszobolterami utwierdzają mnie w przekonaniu, że obciach coś takiego wystawiać na bitewnym stole. Cały urok bitewniaka polega rzecz jasna na tym, że mamy ileś tam odmiennych frakcji do wyboru i sięgamy po tą, która w naszej ocenie fajnie wygląda i (lub) ma ciekawe tło fabularne. Ze znalezieniem takich w Age of Sigmar szczególnego problemu nie mam, zwłaszcza biorąc pod uwagę cały repertuar armii ze starego Warhammera.

Uniwersum Age of Sigmar nie polubiłem jakoś szczególnie, ale zacząłem się do niego przyzwyczajać. W dużej mierze przyczyniły się do tego gry planszowe Warhammer Quest: Silver Tower oraz Warhammer Quest: Shadows over Hammerhal. Szczególnie ta druga, serwując nam bardziej rozbudowaną część kampanii i tego, co dzieje się w tytułowym mieście pomiędzy scenariuszami, pozwala poczuć klimat tej lokacji. Oczywiście próżno tu szukać konwencji Starego Świata, to całkiem inna bajka w szeroko rozumianych ramach fantasy. Jak niejednokrotnie zaznaczałem, to nowe uniwersum na wielu polach wiało mi kiczem i tandetą, by gdzie indziej dawać poczucie braku pomysłów i wyrazistej koncepcji całości. Nie przebijam się z uporem maniaka przez wydawane kolejno battletomy, bo wiadomo: jak coś nie zachwyciło na starcie, to nie będę na siłę próbował się do tego przekonać. Niemniej obserwuję, wybiórczo czytam i póki co nie zamierzam definitywnie skreślać. Pojawienie się wypasionych, steampunkowych Kharadron Overlords sprawiło zaś (mimo iż nigdy fanem steampunka nie byłem), że uniwersum Age of Sigmar z biegiem czasu staje się w moim odczuciu bardziej wyraziste i charakterystyczne, niż chociażby sztampowa Mantica (Kings of War) czy Terrinoth (Runewars).

Nie ukrywam, że z zainteresowaniem zapoznam się z zapowiedzianym niedawno przez Cubicle 7 podręcznikiem do gry fabularnej w uniwersum Age of Sigmar. Nie mam pewności, czy w to zagram, ale przeczytam na pewno. Ku uciesze wielu (w tym mojej), AoS RPG powstanie OBOK a nie ZAMIAST nowej edycji fabularnego Warhammera Fantasy. Zapowiedź wydania tego ostatniego formalnie pojawiła się 24 maja, zaś news of Age of Sigmar RPG był trzy dni później.

Eksperyment wykonany

Wejście na rynek Age of Sigmar było odważne i niełatwe, nie ma się także co czarować: system nie został przyjęty zbyt entuzjastycznie. Późniejsze reakcje wydawcy wydają się być jednak trafione: za sprawą wspominanego tutaj General’s Handbook wyszli naprzeciw wielu oczekiwaniom graczy. Podobnie ma być z General’s Handbook II, którego zawartość szykowana jest w oparciu o sugestie fanów. Uniwersum gry rozwija się, obok bitewniaka powstają inne gry w nim osadzone (obok już wspomnianych mamy jeszcze Gorechosen, jak również zapowiedzianą niedawno Warhammer Underworlds: Shadespire). Mimo trudności, odnoszę wrażenie że wydawca swoje cele stopniowo osiąga: rozwija się społeczność fanów, której znaczną część stanowią nowi, młodsi gracze, ruszyła scena turniejowa. Samo uniwersum zaś zaczyna nabierać coraz bardziej wyrazistych kształtów (oczywiście: dla jednych fajnych, dla innych wręcz przeciwnie). To, co na pewno mi w tej grze odpowiada, to elastyczne ramy rozgrywki, proste reguły i możliwość bardzo szybkiego nauczenia ich kogoś zupełnie nie siedzącego w temacie. Po ustaleniu limitu punktowego, rozpiskę szykuje się błyskawicznie, bez arkuszy kalkulacyjnych, doliczania po pół punktu per model za nóż bucie i po ćwierć za wełniane skarpety. Gra jest łatwa, ale nie trywialna. Oczywiście, jak ktoś z wypiekami na twarzy kombinował po nocach ze swoimi złożonymi rozpiskami WFB, prostota AoS w tym względzie z pewnością jego oczekiwań nie spełni. Ale to tak naprawdę dwie zupełnie różne gry, mimo iż oczywiście skazane na porównania.

 

Zobacz także:

Ilustracja do tekstu pochodzi z okładki podręcznika General’s Handbook do gry Warhammer: Age of Sigmar – (C) Games Workshop

Zobacz w sklepie:

One thought on “Garść przemyśleń o Age of Sigmar (cz.2)

  1. Ja zaczynałem na od RPG DND, póżniej faza totalnie planszówkowa. Poznałem AoS i wsiąknąłem w ten świat za sprawą argumentów, które przytoczyłeś. Jednocześnie za duży plus uważam bardzo otwarte i przyjazne community o co wcale nie jest łatwo. Świetlaną przyszłość tego systemu widzę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *